Słońce dawno temu schowało się za grubymi warstwami chmur, a my powoli zapominaliśmy o jego istnieniu. Śnieg gęsto padał, niestety szybko się roztapiając i tworząc brudne breje dookoła. Był już grudzień, za tydzień święta. Straszne. Sobotnie przedpołudnie spędzałem z Tomlinsonem w moim domu. Miałem pewien plan.
Krążyłem niespokojnie po przestronnym, jasnym korytarzu, obmyślając plan ucieczki.
- Po prostu tam zapukaj, Harry - powiedział widocznie już zirytowany moim tchórzostwem Louis, opierając się o brzoskwiniową ścianę obok mnie.
- Nie da się ,,tak po prostu"! Mam wejść, po takim czasie i powiedzieć ,,cześć! Pamiętasz mnie? Jestem Harry - twój brat. Pójdziemy na lody?" To nie, kurwa, takie proste! Pomyśl! - oburzyłem się, może trochę zbyt mocno, ale buzowały we mnie emocje. Chłopak przygwoździł mnie do tapety w wytłaczane kwiatki, odrywając mnie tym samym od nerwowych przechadzek od lewej do prawej, które praktykowałem co najmniej od 20 minut.
- Po pierwsze, kocie, uspokój się i nie mów do mnie tym tonem - pomimo tego, że był niższy potrafił mieć nade mną władze fizyczną i psychiczną. Uwielbiam to. - Po drugie - jesteście rodzeństwem. Musicie mieć jakieś wspólne tradycje. Coś, co lubiliście razem robić.
Puścił mnie i powrócił do swojej poprzedniej pozy, jak gdyby nigdy nic.
- To bez sensu - odwróciłem się i chciałem wyjść z pomieszczenia, gdy właśnie otworzyły się drzwi do pokoju Estery, a ona stanęła w drzwiach.
Ubrana była w podarte czarne rajstopy, skórzaną rozkloszowaną spódniczkę zakrywającą ledwo jej tyłek i koszulę moro starannie włożoną pod spód. Jej długie, jasne włosy zaczesane były w warkocza na bok. Spojrzała na mnie, jakby zobaczyła ducha, którym w sumie dla niej byłem. Jej zielone oczy rozszerzyły się nienaturalnie.
- Harold? - spytała po minucie milczenia. Bolało mnie to, jak wielkim szokiem dla niej był mój widok przed jej pokojem.
- Pójdziemy na grzyby? - spytałem ku jeszcze większemu zdziwieniu.
- Na grzyby? - powtórzyła.
- Pamiętasz jak byliśmy na wakacjach w Holandii i spacerowaliśmy po lesie?
- Harreh... jest zima - odparł Lou, podchodząc bliżej. Es chyba dopiero teraz go zauważyła i popatrzyła pytająco.
- To jest Louis, mój umh... chłopak - powiedziałem lekko skrępowany, jednak na szczęście dziewczyna się tylko uśmiechnęła i uścisnęła jego dłoń.
- Chciałem zapytać, czy masz jakieś plany na święta, bo jak nie, to mogłabyś zostać z nami w domu, możesz zaprosić swoich przyjaciół. Jednak jeśli nie chcesz, to w porządku, chociaż byłoby mi bardzo miło, im pewnie też. Tata pewnie nie przyjedzie, wiesz jaki on jest - zacząłem mówić jak najęty, plątając się w słowach. Lou patrzył na mnie z rozbawieniem, a siostra była zmieszana. Ręce mi się lekko trzęsły. To była makabra.
- Przepraszam, ale jestem umówiona z koleżanką na kawę za niecałą godzinę i powinnam już wyjść - przerwała mi niespodziewanie. Chwyciła leżące przy drzwiach creepersy na koturnach i zaczęła się ubierać.
Louis chwycił mnie za rękę i z pół-uśmiechem zasugerował, żebyśmy poszli. Poczułem straszny zawód. Chociaż czego się spodziewałem? Że wskoczy mi w ramiona jakby nic się nie stało? Bezsensu.
***
Leżałem z moim chłopakiem na beżowym, miękkim dywanie w salonie. W tle leciała cicha melodia The Pretty Reckless- Just Tonight, to mój ulubiony zespół. Patrzyłem się w sufit odliczając w myślach sekundy skupiając się na tykaniu zegara. Było koło 6 po południu. Święta... ach, te święta. Obok nas były rozrzucone puste butelki po szampanie. Spędzaliśmy ten ,,uroczy czas w roku" upici leżąc na ziemi. Rodzina Louisa wyjechała do dziadków do Londynu. Niall i Mel mieli podobno jakieś inne plany, Estera mnie unikała od tamtego czasu, a my zostaliśmy tu samotnie. Może nie śpiewaliśmy kolęd, nie było skarpet nad kominkiem i bałwana przed domem, ale nam takie spędzanie czasu odpowiadało. Ważne, że mieliśmy siebie. Wydaje mi się, iż musieliśmy wyglądać naprawdę żałośnie w tamtym momencie. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem, a my z zawrotna prędkością wstaliśmy i skierowaliśmy się do źródła hałasu.
- Witam! Witam! O drogę pytam! - krzyknął uradowany Niall.
Jednak tę informację wysnułem, poznając go po głosie. Bowiem najpierw ,,weszła" do domu choinka przystrojona na złoto-czerwono, a dopiero potem byliśmy w stanie dostrzec blondyna.
- Co ty tu robisz? - spytałem wręcz równo z Louisem.
- Dostaliśmy cynk, że macie dzisiaj zamiar się upić, więc jako dobrzy przyjaciele chcieliśmy wam to wybić z głowy i umilić jakoś Boże Narodzenie - odparła uśmiechnięta Melanie, zamykając za chłopakiem drzwi.
- Kto wam powiedział? - zdziwił się Lou i podszedł bliżej drzewka.
- Ja - odpowiedział mi głos dochodzący z korytarza. Odwróciłem się i dostrzegłem Esterę opierającą się o framugę.
- Chyba nie jesteście źli? Pomyślałam, że to było słodkie jak ostatnio do mnie przyszliście, a ja was źle potraktowałam. Chciałam jakoś się odwdzięczyć - poczułem jak rośnie mi serce. Na końcu tunelu wreszcie zaczęło tlić się delikatne światełko.
- Skąd wiedziałaś, że się przyjaźnię z nimi?
- Z twittera.
- A ich numery?
- Z twittera.
- Ach... - zaśmiałem się w duchu.
- To jest naprawdę urocza scenka, ale czy ktoś mi tu, kurwa, pomoże z tym przerośniętym zielskiem?! - poskarżył się Horan, wystawiając głowę zza gałęzi.
- Skąd wy to w ogóle macie? - spytałem łapiąc za czubek i wnosząc
- No wiesz... - zaczęła McCartney.
- Ukradliśmy sprzed supermarketu - powiedział, jak gdyby nigdy nic, Irlandczyk.
- Co? Ahahahahaha, dlaczego? - śmiech Lou opłynął cały dom, a ja poczułem zwyczajowe ciepło w środku.
- Mel się uparła, że na święta musi być choinka.
- Zgadzam się z nią - dodała Est sprzątając puste butelki z ziemi.
Niall dopiero teraz mógł ją dostrzec, gdy wreszcie pozbył się diabelskiego drzewka ze swoich rąk. Dziewczyna ubrana była w złotą, dopasowaną spódniczkę, czarne rajstopy i koronkową bluzkę w tym kolorze. Lśniące loki opadały na piersi, a czerwona szminka upiększała uśmiech. Widziałem po minie przyjaciela, że moja siostra ewidentnie wpadła mu w oko. Na tyle, że upuścił część drzewka trzymaną przez siebie i został za to pokarany silnym bólem w stopie, na który wszyscy zareagowaliśmy głośnym śmiechem.
Niestety nie mieliśmy w co włożyć skradzionej choinki, więc pozostała ona leżąc na ziemi. Usiedliśmy wszyscy na skórzanej kanapie, a ku mojemu zdziwieniu i szczęściu, moja młodsza siostra przyłączyła się do nas. Cieszyła mnie ta jej nagła zmiana decyzji. Oczywiście, nie mieliśmy żadnych potraw, które mogły zaszczycić nasz stół. Wygrzebałem na szybko z szafki dwie paczki paluszków, pięć natchosów, kilka puszek orzeszków i chyba z tuzin chipsów. Jednak goście nie narzekali, tylko przywitali mnie gromkimi brawami.
- Nie ma co, święta zajebiste - zaśmiał się Lou, gdy opanowywaliśmy kolejne przekąski.
- Gramy w ,,prawda, czy wyzwanie"? - wybełkotała Melanie z buzią pełną chrupek.
- Możemy - odparł niechętnie Niall, chociaż wiedziałem, że podoba mu się ten pomysł. Szczególnie, gdy na stole były procenty, u tego chłopaka automatycznie włączał się tryb ,,jesteś szalona, mówię ci", widziałem ten błysk w jego oku, który mnie przerażał.
- Ja zacznę. Od kiedy jesteście razem? - spytała Estera patrząc na blondyna i ciemnowłosą.
McCartney opluła się drinkiem, który właśnie pochłaniała, a chłopak razem z nami zaniósł się śmiechem. Moja siostra patrzyła na nas pytająco.
- Nie jesteśmy razem - wyjaśnił jej Irlandczyk klepiąc ,,swoją dziewczynę" po plecach.
- Naprawdę? - wyglądała na nieźle zdziwioną - Dziwne. Zazwyczaj mam do tego oko.
Widziałem rumieńce pojawiające się na twarzach dwojga.
- To teraz ja. Prawda, czy wyzwanie? - Niall skierował się do mnie.
- Prawda - odpowiedziałem pewnie, zaraz tego jednak żałując.
- Z iloma dziewczynami spałeś? - zapytał zacierając ręce z zaciekawieniem, a ja poczułem jak Louis ścisnął mocniej moją dłoń.
- No umh... z dziesięcioma - odpowiedziałem. Nie byłem takim casanową, za jakiego brał mnie mój przyjaciel, chociaż wciąż to nie pocieszyło mojego chłopaka.
- Przyniosę coś do picia, co nie jest alkoholem - Tomlinson wstał i udał się do kuchni, a ja zaraz za nim.
- Jesteś zły? - spytałem, wtulając się w jego tors i kładąc brodę na ramieniu.
- Nie, przecież to było zanim staliśmy się parą.
- Teraz mam ciebie.
Wróciliśmy do przyjaciół i kontynuowaliśmy zabawę. Zdziwił nas widok Nialla trzymającego się za policzek.
- Dał mi za zadanie pocałować go - wyjaśniła Melanie.
- Próbować zawsze warto - odpowiedział rozbawiony blondyn, raczej nie urażony. Gdyby Mel nic kompletnie do niego nie czuła, nie zareagowała by tak ostro.
- Estera, masz chłopaka? - spytała Mel, puszczając w niepamięć poprzednie zachowanie i wracając na swoje miejsce obok poszkodowanego.
- To bardziej skomplikowane... - powiedziała lekko zmieszana.
- Ty go kochasz, on ma inną - zaśmiał się Niall.
- Nie. Mam dwóch chłopaków i jedną dziewczynę - stwierdziła, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie.
Zakrztusiłem się swoją wodą, a Louis miał wielką ochotę zrobić mi ,,usta, usta", niestety chyba nie uważał na pierwszej pomocy.
- Jak to dwóch? I dziewczyna? - spytała po chwili McCartney jako jedyna osoba w pomieszczeniu, która potrafiła coś powiedzieć. - Przepraszam, że wypytuję. ale... no bo... jak?
- Jestem bi i preferuję związki wieloosobowe, nie lubię się ograniczać - uśmiechnęła się.
- Wow... znaczy, jej... To um... ciekawe... - nie umiałem złożyć sensownego zdania.
- MOGĘ BYĆ TRZECIM CHŁOPAKIEM?! - wypalił Niall rozbawiając nas wszystkich, no może prócz ciemnowłosej, która pstryknęła go za to w ucho.
Czas mijał jak szalony. Czułem się jakby ktoś trzymał zegar i przekręcał wciąż wskazówki, bo co spojrzałem na ścianę, było już godzinę później. Opróżniliśmy już dodatkowo kilka puszek fasolki i groszku.* W późniejszym czasie w ruch poszły różne zadania.
- LOUIS! - wykrzyczał Niall. - Mam zajebiste wyzwanie.
- Ja pierdole. Skończę marnie.
- Idź do sąsiadów złożyć im życzenia świąteczne... nago - dokończył chłopak a wszyscy się zaśmiali. Oprócz mnie. Nie uśmiechał mi się widok mojego chłopaka paradującego bez ubrań przed innymi.
- Nie ma mowy! Muszę mieć bokserki - zaczął się targować Lou.
- Ewentualnie to przeżyję.
Jak powiedział tak zrobił, po chwili pojawił się w pokoju w samej czarnej bieliźnie, towarzyszyły mu śmiechy i wiwaty, a ja patrzyłem na innych zawistnym wzrokiem. Wszyscy poszliśmy za nim jakieś dwadzieścia kroków dalej. Zadzwonił domofonem do ogromnego brązowego domu, otworzyła niska kobieta w króciutkich, kręconych włosach. Wytrzeszczyła oczy na widok Lou i otworzyła usta w niemym krzyku.
- Dobry wieczór!
Tak naprawdę było już przed północą.
- Chciałem państwu złożyć życzenia z okazji Bożego Narodzenia, najpiękniejszego ze świąt! - chłopak w ogóle nie był skrępowany nagością.
- David! - zawołała najprawdopodobniej męża.
- Kto przyszedł, kochanie? - zza framugi wyłonił się mężczyzna. Nie zauważył nas, gdy chowaliśmy się za krzakami.
- Ty nicponiu! Nie wstyd Ci tak! Bo na policję zadzwonię! Wynoś się! - krzyczał, a my zwijaliśmy się ze śmiechu podczas, gdy Tomlinson uciekał w popłochu.
________
*Taka ciekawostka, w UK (nie mam pojęcia czemu) uwielbiają ,,puszkowe" warzywka.
korekta:@heartwithoutyou
- Witam! Witam! O drogę pytam! - krzyknął uradowany Niall.
Jednak tę informację wysnułem, poznając go po głosie. Bowiem najpierw ,,weszła" do domu choinka przystrojona na złoto-czerwono, a dopiero potem byliśmy w stanie dostrzec blondyna.
- Co ty tu robisz? - spytałem wręcz równo z Louisem.
- Dostaliśmy cynk, że macie dzisiaj zamiar się upić, więc jako dobrzy przyjaciele chcieliśmy wam to wybić z głowy i umilić jakoś Boże Narodzenie - odparła uśmiechnięta Melanie, zamykając za chłopakiem drzwi.
- Kto wam powiedział? - zdziwił się Lou i podszedł bliżej drzewka.
- Ja - odpowiedział mi głos dochodzący z korytarza. Odwróciłem się i dostrzegłem Esterę opierającą się o framugę.
- Chyba nie jesteście źli? Pomyślałam, że to było słodkie jak ostatnio do mnie przyszliście, a ja was źle potraktowałam. Chciałam jakoś się odwdzięczyć - poczułem jak rośnie mi serce. Na końcu tunelu wreszcie zaczęło tlić się delikatne światełko.
- Skąd wiedziałaś, że się przyjaźnię z nimi?
- Z twittera.
- A ich numery?
- Z twittera.
- Ach... - zaśmiałem się w duchu.
- To jest naprawdę urocza scenka, ale czy ktoś mi tu, kurwa, pomoże z tym przerośniętym zielskiem?! - poskarżył się Horan, wystawiając głowę zza gałęzi.
- Skąd wy to w ogóle macie? - spytałem łapiąc za czubek i wnosząc
- No wiesz... - zaczęła McCartney.
- Ukradliśmy sprzed supermarketu - powiedział, jak gdyby nigdy nic, Irlandczyk.
- Co? Ahahahahaha, dlaczego? - śmiech Lou opłynął cały dom, a ja poczułem zwyczajowe ciepło w środku.
- Mel się uparła, że na święta musi być choinka.
- Zgadzam się z nią - dodała Est sprzątając puste butelki z ziemi.
Niall dopiero teraz mógł ją dostrzec, gdy wreszcie pozbył się diabelskiego drzewka ze swoich rąk. Dziewczyna ubrana była w złotą, dopasowaną spódniczkę, czarne rajstopy i koronkową bluzkę w tym kolorze. Lśniące loki opadały na piersi, a czerwona szminka upiększała uśmiech. Widziałem po minie przyjaciela, że moja siostra ewidentnie wpadła mu w oko. Na tyle, że upuścił część drzewka trzymaną przez siebie i został za to pokarany silnym bólem w stopie, na który wszyscy zareagowaliśmy głośnym śmiechem.
Niestety nie mieliśmy w co włożyć skradzionej choinki, więc pozostała ona leżąc na ziemi. Usiedliśmy wszyscy na skórzanej kanapie, a ku mojemu zdziwieniu i szczęściu, moja młodsza siostra przyłączyła się do nas. Cieszyła mnie ta jej nagła zmiana decyzji. Oczywiście, nie mieliśmy żadnych potraw, które mogły zaszczycić nasz stół. Wygrzebałem na szybko z szafki dwie paczki paluszków, pięć natchosów, kilka puszek orzeszków i chyba z tuzin chipsów. Jednak goście nie narzekali, tylko przywitali mnie gromkimi brawami.
- Nie ma co, święta zajebiste - zaśmiał się Lou, gdy opanowywaliśmy kolejne przekąski.
- Gramy w ,,prawda, czy wyzwanie"? - wybełkotała Melanie z buzią pełną chrupek.
- Możemy - odparł niechętnie Niall, chociaż wiedziałem, że podoba mu się ten pomysł. Szczególnie, gdy na stole były procenty, u tego chłopaka automatycznie włączał się tryb ,,jesteś szalona, mówię ci", widziałem ten błysk w jego oku, który mnie przerażał.
- Ja zacznę. Od kiedy jesteście razem? - spytała Estera patrząc na blondyna i ciemnowłosą.
McCartney opluła się drinkiem, który właśnie pochłaniała, a chłopak razem z nami zaniósł się śmiechem. Moja siostra patrzyła na nas pytająco.
- Nie jesteśmy razem - wyjaśnił jej Irlandczyk klepiąc ,,swoją dziewczynę" po plecach.
- Naprawdę? - wyglądała na nieźle zdziwioną - Dziwne. Zazwyczaj mam do tego oko.
Widziałem rumieńce pojawiające się na twarzach dwojga.
- To teraz ja. Prawda, czy wyzwanie? - Niall skierował się do mnie.
- Prawda - odpowiedziałem pewnie, zaraz tego jednak żałując.
- Z iloma dziewczynami spałeś? - zapytał zacierając ręce z zaciekawieniem, a ja poczułem jak Louis ścisnął mocniej moją dłoń.
- No umh... z dziesięcioma - odpowiedziałem. Nie byłem takim casanową, za jakiego brał mnie mój przyjaciel, chociaż wciąż to nie pocieszyło mojego chłopaka.
- Przyniosę coś do picia, co nie jest alkoholem - Tomlinson wstał i udał się do kuchni, a ja zaraz za nim.
- Jesteś zły? - spytałem, wtulając się w jego tors i kładąc brodę na ramieniu.
- Nie, przecież to było zanim staliśmy się parą.
- Teraz mam ciebie.
Wróciliśmy do przyjaciół i kontynuowaliśmy zabawę. Zdziwił nas widok Nialla trzymającego się za policzek.
- Dał mi za zadanie pocałować go - wyjaśniła Melanie.
- Próbować zawsze warto - odpowiedział rozbawiony blondyn, raczej nie urażony. Gdyby Mel nic kompletnie do niego nie czuła, nie zareagowała by tak ostro.
- Estera, masz chłopaka? - spytała Mel, puszczając w niepamięć poprzednie zachowanie i wracając na swoje miejsce obok poszkodowanego.
- To bardziej skomplikowane... - powiedziała lekko zmieszana.
- Ty go kochasz, on ma inną - zaśmiał się Niall.
- Nie. Mam dwóch chłopaków i jedną dziewczynę - stwierdziła, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie.
Zakrztusiłem się swoją wodą, a Louis miał wielką ochotę zrobić mi ,,usta, usta", niestety chyba nie uważał na pierwszej pomocy.
- Jak to dwóch? I dziewczyna? - spytała po chwili McCartney jako jedyna osoba w pomieszczeniu, która potrafiła coś powiedzieć. - Przepraszam, że wypytuję. ale... no bo... jak?
- Jestem bi i preferuję związki wieloosobowe, nie lubię się ograniczać - uśmiechnęła się.
- Wow... znaczy, jej... To um... ciekawe... - nie umiałem złożyć sensownego zdania.
- MOGĘ BYĆ TRZECIM CHŁOPAKIEM?! - wypalił Niall rozbawiając nas wszystkich, no może prócz ciemnowłosej, która pstryknęła go za to w ucho.
Czas mijał jak szalony. Czułem się jakby ktoś trzymał zegar i przekręcał wciąż wskazówki, bo co spojrzałem na ścianę, było już godzinę później. Opróżniliśmy już dodatkowo kilka puszek fasolki i groszku.* W późniejszym czasie w ruch poszły różne zadania.
- LOUIS! - wykrzyczał Niall. - Mam zajebiste wyzwanie.
- Ja pierdole. Skończę marnie.
- Idź do sąsiadów złożyć im życzenia świąteczne... nago - dokończył chłopak a wszyscy się zaśmiali. Oprócz mnie. Nie uśmiechał mi się widok mojego chłopaka paradującego bez ubrań przed innymi.
- Nie ma mowy! Muszę mieć bokserki - zaczął się targować Lou.
- Ewentualnie to przeżyję.
Jak powiedział tak zrobił, po chwili pojawił się w pokoju w samej czarnej bieliźnie, towarzyszyły mu śmiechy i wiwaty, a ja patrzyłem na innych zawistnym wzrokiem. Wszyscy poszliśmy za nim jakieś dwadzieścia kroków dalej. Zadzwonił domofonem do ogromnego brązowego domu, otworzyła niska kobieta w króciutkich, kręconych włosach. Wytrzeszczyła oczy na widok Lou i otworzyła usta w niemym krzyku.
- Dobry wieczór!
Tak naprawdę było już przed północą.
- Chciałem państwu złożyć życzenia z okazji Bożego Narodzenia, najpiękniejszego ze świąt! - chłopak w ogóle nie był skrępowany nagością.
- David! - zawołała najprawdopodobniej męża.
- Kto przyszedł, kochanie? - zza framugi wyłonił się mężczyzna. Nie zauważył nas, gdy chowaliśmy się za krzakami.
- Ty nicponiu! Nie wstyd Ci tak! Bo na policję zadzwonię! Wynoś się! - krzyczał, a my zwijaliśmy się ze śmiechu podczas, gdy Tomlinson uciekał w popłochu.
________
*Taka ciekawostka, w UK (nie mam pojęcia czemu) uwielbiają ,,puszkowe" warzywka.
korekta: